Snookypuss
PostWysłany: Śro 9:16, 11 Kwi 2007    Temat postu:

Busty mature tied and teased by three biches
http://free-bdsm-movies.info/movies/281452.avi
Chazy Chazz
PostWysłany: Nie 12:17, 02 Paź 2005    Temat postu: Zjawiska niewyjaśnione - Czarownica i przeklęte miejsce

Poniższa historia została nam nadesłana przez czytelniczkę z północnego wschodu Polski. Ewentualny kontakt z autorką możliwy poprzez nas.

Pierwszą część życia wychowywałam się z babcią, moja mama studiowała w Moskwie. Razem z babcią mieszkałyśmy w jednym z większych miast Rosji, położonym nad Wołgą, otoczonym z jednej strony bagnami i grasującymi wilkami a z drugiej dzikimi lasami i jeszcze dzikszymi wioskami. Babcia wychowywała się w jednej z nich. Miała 14-ro rodzeństwa... do pewnego roku... Większość opowieści wynika stąd, że sąsiadka mojej rodziny była czarownicą. Większość moich przeżyć jest związane z tym miejscem, ogrodem i przeklętym drzewem jakie się tam znajduje.

Gdy babcia miała około dziesięciu lat, może więcej, w ciągu jednego roku czarownica mieszkająca po sąsiedzku pośrednio "wymordowała" 11-ro spośród jej braci i sióstr. Jej rodzeństwo jednego dnia było zdrowe, a w na następny dzień rodzice znajdowali ich martwe ciała w łóżeczkach. Inni umierali zapadając na dziwne choroby, które wykańczały ich fizycznie w przeciągu paru dni. Babcia najczęściej opowiadała mi o jednej z jej sióstr. Miała cztery lata gdy zmarła. Babcia szła na strych, do niej właśnie, kiedy nagle na jej łóżeczku, niewiadomo skąd, przysiadło się siedem, albo i więcej białych gołębi. Byłam na tym strychu, który niewiele się zmienił, i jedyne okno jakie tam jest nigdy się nie otwierało. Babcia powiedziała mi, że patrzyła przez chwile na tą scenę zauroczona i po chwili zrozumiała, że jej siostra nie żyje. Zbiegła po rodziców, a gdy wrócili nie zastali już ani jednego ptaka. Tylko ciało jej siostry... Z tego, co mówiła, to każda śmierć wiązała się z niewyjaśnionym i nagłym przybyciem dużej ilości gołębi. Pamięta, że raz zobaczyła na dachu spichlerza tak wiele gołębi, że zakrywały cały dach, w zasadzie to wyglądało jakby dach nagle ożył. Gdy gołębie na raz poderwały się i wzleciały w niebo, babcia usłyszała z domu lament ogłaszający kolejna śmierć. Skończyło się to po tym, gdy chrzestna jednej z umierających właśnie dziewczynek "dorwała" na ulicy tę czarownicę, pobiła ją i dusząc wymusiła na niej, aby przerwała ten ciąg... Czarownica przysięgła i faktycznie tamta siostra (moja ciocia, żyje nadal) wyzdrowiała. Została trójka z tak licznego rodzeństwa z czego teraz żyją tylko dwie siostry (moja babcia i ciocia), wujek zmarł na atak serca jakieś trzy lata temu w Sachalinie.

Około 10 lat temu babcia odziedziczyła ten dom i ogród. Te dwa ogrody oddziela strasznie powykręcane drzewo, o którym wszyscy w wiosce mówią, ze jest przeklęte. Zapytałam się babci czy to prawda, a ona opowiedziała mi jak brat jej dziadka wdrapał się na nie i spadł, po czym po tym wypadku nigdy nie wrócił do pełni zdrowia, kulał i wykazywał pewien niedorozwój umysłowy, pomimo tego, ze wcześniej był bardzo zdrowy (umysłowo tez). Obok tego drzewa jest punkt, jedyny, którego tak na prawdę się obawiam. W zasadzie jest to koło o średnicy około metra, na którym absolutnie nic nie rośnie, i nigdy nie rosło. Babcia nawet dowiedziała się (nie wiem skąd), że to miejsce dawnych obrządków pogańskich i oczywiście absolutnie zabrania nam do niego wchodzić. Faktem jest, że omijały to miejsce nie tylko rośliny, ale i zwierzęta, zwłaszcza psy i koty. W dzień nie wydawało się to już takie straszne, ale co innego w nocy... Ogród był zamykany przez babcię na wszystkie zamki i zasuwy. Wszystkie wejścia na podwórko były jeszcze dodatkowo podpierane belkami. Chyba, że myliśmy się w tzw. rosyjskiej bani (jest to pewnego rodzaju łaźnia fińska), która była dokładnie obok tego kręgu i drzewa. Nienawidziłam wracać sama do domu, ani nawet z kimś, zawsze miałam wrażenie, że zaraz coś złapie mnie za ramie albo złośliwie pociągnie za warkocz... Z czasem wyrosłam z tego przeczucia. Zastanawiające było tylko, że zawsze w jeden szczególny dzień (niestety nie pamiętam jaki, ale na przełomie lipca i sierpnia) babcia chodziła z palącą się wiązką ziół i "zapieczętowywała" dokładnie każde wejście z ogrodu. Gdy zapytałam się, o co chodzi nic mi nie odpowiedziała mamrocząc jakieś modlitwy (tak podejrzewam). Potem w domu opowiedziała mi kolejna historie tym razem mojej praprababci, albo jeszcze jedno pra, nie ważne Smile. Kobieta ta żyła bardzo długo, po śmierci męża nie miała już więcej nikogo, mieszkała razem z rodziną i generalnie pomieszkałaby sobie jeszcze gdyby pewnej nocy nie wyszła na zewnątrz do ubikacji i... już nigdy nie wróciła... Nie było wtedy kanalizacji (zresztą nadal jej nie ma) a do wychodka należało przejść przez część ogrodu. Kobieta miała ponad sześćdziesiąt lat, była w koszuli nocnej i lekkich butach, nie było śladu szarpaniny ani włamania, nikt nic nie widział (a w takich wioskach zazwyczaj ktoś wie wszystko), ona się po prostu rozpłynęła... nigdy jej nie odnaleziono, nawet zwłok
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
   

Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group